Polskie Centrum Reklamy

avenue prezentuje

EPILOG

 

Brzęczała na tym zgniłym
brzuchu much orkiestra I z
wnętrza larw czarne
zastępy

Wypełzały ściekając z
wolna jak ciecz gęsta

Na te rojące się strzępy

Ch. Baudelaire " PADLINA "

 

 

 

Pokój lśnił jakby nadnaturalnym światłem którego chłopiec nie mógł zlokalizować. Światło zarazem go przerażało i uspakajało. W pewnym momencie zlokalizował jego źródło . Były to schody na końcu wielkiego holu w którym jak mu się zdawało znajdował się . W miarę zbliżania zobaczył iż schody prowadzą na wyższe piętro. Odkrycie tego rozbawiło go gdyż rzeczą oczywistą jest że schody zazwyczaj prowadzą na wyższe kondygnacje. John próbował sobie przypomnieć jak się tu znalazł ale ostatnią rzeczą jaką pamiętał był pokój sypialniany w jego własnym domu który mieścił się przy Hill street nr 117. Adres pamiętał dobrze od czasu kiedy pani Timberly nauczycielka od Angielskiego kazała mu go napisać na kartce 300 razy za okłamanie jej kiedy wybierała się do jego rodziców z informacją o kiepskich wynikach w nauce ich syna.

Tymczasem chłopiec wrócił myślami do miejsca w którym się znajdował. Trochę obawiał się wejść na drugie piętro. To światło przestało go intrygować a zaczęło przerażać. Czuł że coś niedobrego znajduje się w miejscu z którego dochodziło. Zupełnie jak wtedy gdy nie chciał iść z kolegami na łyżwy. Jak się okazało instynkt go nie okłamał lód był kruchy i wyprawa na mecz hokejowy okazała się na szczęście niegroźną kąpielą oraz pięciodniowym katarem .

Teraz było inaczej pomimo niechęci jaką czuł do pójścia dalej wiedział że musi to zrobić nakazywał mu to wewnętrzny głos. Tłumaczył że musi odkryć świetlną tajemnicę a co więcej nakazywał zrobienie tego. John zaczął się wspinać . Na schodach znajdował się czerwony dywan całkiem czysty jak ocenił to Kolins jr. Schody prowadziły na półpiętro które następnie kończyło się długim holem . John osiągnąwszy ten punkt dostrzegał tylko jedną jedyną rzecz pokój nr 16.To właśnie z niego emancypował blask świetlny, który jednak pomimo swej jasności niesamowicie go przerażał. Niepewnym krokiem ruszył dalej mijając pozostałe pomieszczenia niezauważalnie. Sam nie spostrzegł kiedy znalazł się przy nich , niczym jakby wszedł w teleport który przeniósł jedynie myśl pozostawiając ciało w poprzednim miejscu. Stanąwszy przed drzwiami John bliższy był płaczu niż kontynuowania tej wyprawy która na początku kojarzyła mu się z przygodami tworzonymi przez jego ulubionego autora Carlla Lewisa

Po momencie niepewności chłopiec nacisnął klamkę lekko popychając drewnianą masę .W tym momencie poczuł jak wnętrzności buntują się przed dalszym procesem trawienia i próbują pozbyć się kolacji najszybsza droga . Widok zgoła był temu sprzyjający mała biblioteczka w centrum której znajdował się wiszący człowiek z wyjedzonymi wnętrznościami przez małe biało szare robaczki jak opowiadał później John. Choć mężczyzna wydawał się nieżywy całego jego ciało wydawało się poruszać. Lecz było to złudzenia spowodowane poruszającymi się robakami a dokładnie ich tysiącami. Nagle obraz zaczął się rozmywać. Chłopiec zobaczył twarz osoby w objęciach której pragnął już dawno się znaleźć. Była to jego mama która budząc go powtarzała.

-Spokojnie synku to był tylko zły sen jakie przydarzają nam się czasami Lecz John wiedział iż takie coś nie przytrafia się ani codziennie ani wszystkim.

Powrót